FACEBOOK |


kontakt


Ośrodek Działań Ekologicznych „Źródła”
ul. Zielona 27, Łódź
tel. 42 632 3118
www.zrodla.org

sponsorzy

Projekt „Aby dojść do źródeł, trzeba płynąć pod prąd” o wartości całkowitej 433.900 zł dofinansowany jest w kwocie 378.880 zł ze środków Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, a jego część pod nazwą „Łodzią po skarb – gra miejska i warsztaty dla uczniów dotyczące ochrony wód” o wartości ogólnej 43.458 zł jest dofinansowana w formie dotacji ze środków Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Łodzi w kwocie 25.050 zł (słownie: dwudziestu pięciu tysięcy pięćdziesięciu złotych).

Zgodnie z wymogiem WFOŚiGW musimy też podać w tym miejscu link do strony www.zainwestujwekologię.pl



patroni





stat4u


Czy zima musi oznaczać sól na drogach?


Gdy tylko temperatura powietrza zacznie zbliżać się do zera, na pierwsze strony gazet i do głównych wydań wiadomości telewizyjnych trafiają apokaliptyczne wizje paraliżu wywołanego przez śnieg zalegający na drogach. Przekaz tworzony przez media jest jasny i konsekwentny – opady śniegu to wróg numer jeden, z którym trzeba się rozprawić, by ulżyć cierpieniu kierowców. Służby odpowiedzialne za zimowe utrzymanie jezdni portretowane są z kolei jako niewydolne, działające zawsze nie dość sprawnie, by sprostać potrzebom zmotoryzowanych. Z tego, jak poradzono sobie w „walce (sic!) z zimą”, natychmiast rozliczani są politycy – od wójtów po prezesa rady ministrów. Nic więc dziwnego, że do akcji wkracza sól. Sól, z pozoru, idealnie rozwiązuje problem. Wystarczy ją rozsypać, a śnieg roztapia się i spływa do kanalizacji, przydrożnych rowów i na trawniki, pozostawiając czarną nawierzchnię jezdni. Problem rozwiązany. Czyżby?

Nadejście wiosny z reguły odsłania tysiące dziur w nawierzchni dróg. To również okazja dla mediów, by znów pokazać, jak źle traktowani są przez zarządców ulic polscy kierowcy. Sęk w tym, że znaczna część wyrw w asfalcie to właśnie efekt intensywnego „zimowego utrzymania”. Sól wysypywana na drogi to z reguły sól kamienna (chlorek sodu) na tyle zanieczyszczona innymi solami, że nienadająca się do spożycia. Dość dobrze rozpuszcza się w wodzie. Temperatura zamarzania roztworu soli kamiennej w wodzie jest niższa niż 0 stopni, więc substancja ta wymieszana ze śniegiem czy lodem prowadzi do ich topnienia. Zapomina się jednak o tym, że jest to reakcja, która pochłania ciepło, a więc obniża temperaturę roztworu. Słona woda zwiększa więc naprężenia powstające w asfalcie. Przede wszystkim jednak wnika w jego szczeliny, a następnie powoli zaczyna odparowywać. We wszystkich porach, szczelinach i nierównościach asfaltu zaczynają rosnąć kryształy soli, które rozsadzają materiał z siłą dużo większą niż zamarzająca w szczelinach woda. Tak samo niszczone mogą być np. ceglane kolektory ściekowe, do których spływa słona woda, płyty chodnikowe albo ściany kamienic, na które odgarniane jest „błoto pośniegowe”, a także nasze zimowe buty. Wystarczy dłuższy spacer po chodnikach posypanych solą, by na naszym obuwiu pojawił się biały nalot, a skóra straciła swoją gładkość – to właśnie krystalizująca sól niszczy naturalną strukturę skóry.

Co więcej, sól jest silnie higroskopijna. Zgromadzona w porach nawierzchni może wielokrotnie ulegać rozpuszczeniu, czy to pod wpływem opadów, czy nawet przy wchłaniając wilgoć z powietrza, po czym krystalizować ponownie, np. gdy wyjdzie słońce i osuszy jezdnię. Proces ten zachodzić będzie zarówno w temperaturach dodatnich, jak i ujemnych. Na domiar złego sól łatwo wchodzi także w reakcje chemiczne, m.in. wydatnie przyspiesza korozję, choćby stalowych elementów podwozi samochodów, ale także metalowych elementów wyposażenia dróg (słupy i słupki) czy metalowych konstrukcji. Szkodzi też zwierzętom (psom, kotom), wysuszając (wchłaniając wodę ze skóry) i w konsekwencji raniąc ich łapy.

Z czasem jednak, wskutek kolejnych opadów deszczu, sól jest wypłukiwana z dróg i chodników. Nie oznacza to jednak końca kłopotów. Część soli trafia do kanalizacji deszczowej, a poprzez nią – do rzek. Reszta – do gleby, zwłaszcza na terenach bezpośrednio przylegających do dróg. Problem jest na tyle duży, że wzdłuż większości warszawskich ulic powszechnie już rosną... halofity, czyli rośliny słonolubne. Niestety, w naturalnym środowisku zasolone gleby typowe są dla pustyń, obszarów nadmorskich i sąsiedztwa słonych źródeł – w naszym klimacie nie są to częste siedliska. Nic więc dziwnego, że większość rodzimych roślin nie toleruje dużych ilości soli w glebie, a mogących u nas rosnąć drzew odpornych na duże zasolenie nie ma wcale. Te odporne na sól rośliny, które występują przy warszawskich ulicach, to niskie rośliny zielne przywleczone ze stepów.

Dlaczego sól stanowi dla większości roślin problem? Łatwo wchłania się do organizmów roślin z gleby wraz wodą. Duża ilość soli zaburza jednak równowagę i hamuje proces fotosyntezy. Roślina „słabnie”, nie mogąc wytworzyć sobie pokarmu, i albo ginie z braku substancji pokarmowych, albo staje się łatwym celem dla drobnoustrojów, zwłaszcza grzybów. Jednocześnie duże zasolenie gleby utrudnia roślinie wchłanianie wody (więcej o mechanizmie pobierania wody przez rośliny w artykule Woda pod naszymi stopami. Co kryje się w glebie?).

Problem w szczególny sposób dotyczy miast – na drogi trafia tu najwięcej soli, a jednocześnie roślinność i tak funkcjonuje w skrajnie trudnych warunkach – ciągłe niedobory wody, duże zanieczyszczenie gleby i powietrza, słabe jakościowo gleby nie sprzyjają rozwojowi. Jednocześnie jednak, jak nigdzie indziej, w miastach człowiek potrzebuje zieleni, zwłaszcza drzew – dają cień, poprawiają jakość powietrza, tłumią hałas. Drzewa i trawniki są w miastach szczególnie cenne. Usychając wskutek zasolenia gleby, przynoszą naszym miastom straty sięgające milionów złotych.

Nadmierne sypanie soli na ulicach przynosi nam duże straty. Czy rzeczywiście „bez sypania solą mielibyśmy zimowy paraliż komunikacyjny oraz epidemię stłuczeń i złamań”, jak twierdzi jeden z portali poświęconych odśnieżaniu? Niekoniecznie. Wszak w wielu krajach sól drogowa używana jest tylko w ostateczności, a i w Polsce intensywne sypanie soli na drogi to raczej domena ostatnich lat.

Chodniki i ulice fińskiego miasta Joensuu w porze zimowej nie są posypywane solą.

Jak należałoby postępować? W pierwszej kolejności – zadbać o odpowiednie odśnieżanie mechaniczne, a więc o zgarnianie śniegu z dróg. Przysłuży się to także roślinom, bo część wody, zamiast spłynąć do kanalizacji, w postaci śniegu przeleży do roztopów na trawnikach i później wsiąknie w glebę. A co z resztą śniegu, a także tym, który już przywarł do nawierzchni? Warto spojrzeć, jak radzą sobie z tym problemem w krajach nordyckich albo choćby w Czechach. Tam bardzo często zamiast posypywać jezdnie solą wysypuje się gruby żwir o ostrych krawędziach. Wbija się on w ubity śnieg i tworzy nawierzchnię o dużej przyczepności. Po odejściu zimy żwir można zamieść i w większości nada się do ponownego użycia. Na chodnikach i drogach rowerowych często wystarczy nawet nie żwir, ale piasek, jeśli tylko będzie sukcesywnie uzupełniany. Warto też dodać, że w niektórych miejscach pod wpływem promieni słońca ciemna nawierzchnia drogi rozgrzeje się i lód, może nieco wolniej, ale stopi się sam.

Porvoo, Finlandia. Ostrokrawędzisty żwir wbija się w śnieg, tworząc nawierzchnię o dobrej przyczepności.

Jeśliby wierzyć medialnym doniesieniom, nadejście zimy w Polsce oznacza rozpoczęcie bezpardonowej walki z żywiołem. Dlaczego jednak chcemy walczyć z czymś, co jest stałym elementem naszego klimatu? Soląc drogi bez opamiętania (szacuje się, że w ciągu jednej zimy na drogi w kraju może trafiać nawet milion ton soli!) nie „wygrywamy z zimą”, a jedynie szkodzimy samym sobie.

Na szczęście samorządy powoli przekonują się, do ograniczania używania soli. W Warszawie w 2013 roku próbnie zrezygnowano z posypywania solą jednej ulicy na Żoliborzu. Efekt był na tyle korzystny, że rok później mieszkańcy w konsultacjach społecznych opowiedzieli się za rozszerzeniem akcji na całą dzielnicę. Niektóre samorządy deklarują, że będą „ograniczać” stosowanie soli. Czyżbyśmy powoli oswajali się z zimą?

Tomasz Bużałek



Dowiedz się więcej...