Deszcz w mieście da się lubić
FACEBOOK |


kontakt


Ośrodek Działań Ekologicznych „Źródła”
ul. Zielona 27, Łódź
tel. 42 632 3118
www.zrodla.org

sponsorzy

Projekt „Aby dojść do źródeł, trzeba płynąć pod prąd” o wartości całkowitej 433.900 zł dofinansowany jest w kwocie 378.880 zł ze środków Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, a jego część pod nazwą „Łodzią po skarb – gra miejska i warsztaty dla uczniów dotyczące ochrony wód” o wartości ogólnej 43.458 zł jest dofinansowana w formie dotacji ze środków Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Łodzi w kwocie 25.050 zł (słownie: dwudziestu pięciu tysięcy pięćdziesięciu złotych).

Zgodnie z wymogiem WFOŚiGW musimy też podać w tym miejscu link do strony www.zainwestujwekologię.pl



patroni





stat4u


Deszcz w mieście da się lubić


Mieszkańcowi miasta deszcz zwykle nie kojarzy się dobrze. Woda, która przez wielu ludzi na naszej planecie wyczekiwana jest z nadzieją, w oczach mieszczucha jest złem koniecznym: widzi ją przez pryzmat zalanych ulic, wybijających studzienek i podtopionych piwnic domów. Czy można zmienić to myślenie i uczynić z wody sprzymierzeńca?

Idzie chodnikiem, mijając kałuże. W ręku trzyma parasol. Jak dobrze, że go wzięła! Na przejściu dla pieszych samochód ochlapuje jej spodnie do kolan. W prawym bucie chlupie woda. Całe szczęście, do biblioteki niedaleko. Ale straciła już dobry humor, ma też zniszczone nowe buty i cały image. Tylko czekać, aż nos się zaczerwieni i dopełni wizerunku zmokłej kury.

Czy choć przez chwilę przemknęło jej przez myśl, jak te krople są ważne dla otoczenia? Dla żywopłotu, który oddziela ulicę od chodnika. Dla klombu róż pod budynkiem, który mija. Dla pobliskiego trawnika i pojedynczych, rosnących wzdłuż parkingu drzew.

Niektórzy powiedzą, że rola deszczu jest tu niewielka, bo zieleń w mieście utrzymuje zdalnie sterowany system nawadniający. Może trochę kosztowny, zużywający słodką wodę do picia, ale idealny dla uzyskania soczystej, reprezentacyjnej zieleni w ważnych punktach miasta. Tymczasem deszcz odpływa strugami zalewającymi chodnik do studzienek kanalizacyjnych, dalej do rzeki i do morza. Jeśli był mały, to nie zauważymy problemu. Jeśli padało mocniej, czasem podtopi niektóre ulice, kilka piwnic, spowoduje problemy w miejskiej oczyszczalni ścieków. A mieszkańcom dostarczy tematu do narzekań na klimat i służby miejskie.

Mniej więcej w ten sposób gospodarujemy wodą opadową w miastach. A przecież możemy inaczej, rozważniej, stosując zrównoważone systemy zagospodarowania wód opadowych. Pozwalając wodzie w mieście zachowywać się tak, jak dzieje się to w naturze – z korzyścią dla mieszkańców. Możemy zaplanować miejsca gromadzenia się wody (retencji), przesiąkania do gruntu (infiltracji), podczyszczania oraz odparowania.

Kostka brukowa wygląda schludnie i jest praktyczna w utrzymaniu, ale brukując ściśle podłoże w mieście, nie pozwalamy wodzie wsiąkać w glebę. Odpływa ona do kanalizacji. Coraz częściej obserwujemy w miastach powodzie związane ze spływem powierzchniowym wód deszczowych. Spływ ten na terenach uszczelnionych wynosi 55%, podczas gdy na terenach biologicznie czynnych tylko 10%. Problem można zatem zminimalizować, zagospodarowując opad w miejscu jego wystąpienia, tak by wsiąkał w grunt. Stosując nawierzchnie przepuszczalne (np. płyty ażurowe na parkingach i podjazdach, asfalt drenujący, tereny zieleni) zwiększymy infiltrację wody do gruntu.

Przykład zastosowania kostki przepuszczalnej dla wody



Torowisko trawiaste w Barcelonie. Fot. Tomasz Bużałek



Umieszczając trawnik poniżej poziomu chodnika, pozwolimy, by woda spływała na niego, zamiast do kanalizacji. Ponadto nawodnimy za darmo zieleń uliczną. Tymczasem większość naszych trawników znajduje się powyżej chodnika i jest od niego oddzielona krawężnikiem. Deszczówka nie odpłynie pod górę, zgromadzi się w kałużach na chodniku. Nie ma co pocieszać się, że kalosze będą modne przez następnych pięć sezonów albo że w budżecie miasta przybędzie w cudowny sposób dodatkowych pieniędzy na naprawę chodników. Trzeba nauczyć się postępować mądrze.

Inne przykłady dobrych praktyk? Wskazane jest tworzenie całych systemów infiltracyjnych, które zapewnią zagospodarowanie na większych obszarach, np. na osiedlach, wody deszczowej spływającej z dachów i tras komunikacyjnych. Taki system to zespół niecek, rowów, zbiorników i studni chłonnych. Wzbogacając krajobraz, pełnią rolę rekreacyjną, a także podnoszą atrakcyjność otoczenia. Nadmiar wód może spływać rynienkami, rowami wzdłuż ulic, może swobodnie wnikać na trawniki i zasilać uliczną zieleń, spływać kaskadami po stopniach, przepływać przez niecki chłonne, by ostatecznie trafić do zbiorników retencyjnych, obsadzonych roślinnością odporną na okresowe podtapianie. W takich zbiornikach woda się podczyszcza i powoli infiltruje. Odpowiednio zaprojektowany system pozwala uniknąć gwałtownych wezbrań w kanalizacji oraz lokalnych podtopień.

Duże ilości deszczu można zatrzymać na zielonych dachach. Warto je stosować zwłaszcza przy nowopowstających budynkach. Zielone dachy stanowią dodatkową izolację termiczną, poprawiają mikroklimat, wzbogacają bioróżnorodność, mogą stanowić miejsce wypoczynku, a nawet atrakcję turystyczno-edukacyjną. Ciekawym przykładem budynku z zielonym dachem jest biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego.

Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego. Źródło



Tradycyjne zabudowania z zielonymi dachami na Wyspach Owczych. Źródło



Zielony dach w Nowym Jorku. Źródło



Saragossa. Dachy przystanków tramwajowych obsadzone są roślinnością odporną na susze. Fot. Tomasz Bużałek



Hundertwasserhaus w Wiedniu. Fot. Tomasz Bużałek



Zabetonowując szczelnie podłoże, tworzymy miejskie pustynie, na których upalne dni są nie do zniesienia. Tymczasem zieleń w miastach, a zwłaszcza drzewa, zwiększa wilgotność, daje cień, wpływa pozytywnie na mikroklimat, poprawia nasze samopoczucie i jakość przestrzeni, co przenosi się na kontakty międzyludzkie.

Przykład złej praktyki w projektowaniu miasta. Szczelnie zabetonowana i pozbawiona zieleni ul. Piotrkowska w Łodzi. Fot. Jakub Kronenberg



Przyjemnie jest przysiąść na ławce pod drzewem i pogadać chwilę ze znajomym. Deszcz już przestał padać. Ulice są prawie suche. Chodniki bez kałuż. Jedynie skwer przed budynkiem biblioteki wygląda inaczej, ciekawiej. Żwirowy placyk z oczkiem wodnym pośrodku znajduje się teraz pod wodą. Na schodkach prowadzących do niego, gdzie zwykle przysiadają rodzice z dziećmi, chlapie się gromada wróbli. Brzegami chodników, z różnych stron, spływają w kierunku placyku strużki wody. Czasem szemrają na kamykach, czasem wiją się powoli i spływają na trawę lub spadają wodospadem przy schodach. Mały chłopiec, pasjonat żeglugi miejskiej, kuca i puszcza papierową łódeczkę, śmiejąc się przy tym głośno. Zza chmur wychyla się słońce.

Monika Nędzyńska-Stygar





Polskie miasta inwestują ostatnio znaczne środki w infrastrukturę drogową oraz zagospodarowanie przestrzeni. Nie zawsze pieniądze te wydawane sa mądrze. Na zdjęciu pl. Dąbrowskiego w Łodzi – porównanie sytuacji z przełomu lat 1970. i 80. oraz współczesnej, po „rewitalizacji” w 2010 r. Źródło


Opracowano na podstawie:
Mazur R., 2007, Monitoring wybranych zanieczyszczeń wód przy zastosowaniu nowych kryteriów ekotoksykologicznych, rozprawa doktorska, AGH, Kraków

„Błękitne aspekty zielonej infrastruktury”, Wagner I., Krause K., Zalewski M., Katedra Ekologii Stosowanej, Uniwersytet Łódzki. Europejskie Regionalne Centrum Ekohydrologii pod auspicjami UNESCO, PAN.

„Usługi ekosystemów wodnych w miastach” [w:] „Zrównoważony Rozwój – Zastosowania”, nr 3, 2012. Januchta-Szostak A. Politechnika Poznańska.

Dowiedz się więcej...